Post o maturzystce-studentce, dla maturzystów, studentów i dla ludzi, którzy jeszcze nie do końca wiedzą co ze sobą zrobić.
Wielu z Was pisze obecnie maturę. Ja swoją mam już za sobą, ale i przed sobą. Czuje się zdecydowanie dziwnie, kiedy pomyślę, że od mojej maturalnej przygody minął rok. Rok, który bardzo zweryfikował moje życie i moje plany. A teraz chce się nimi z Wami podzielić.
Zacznijmy od tego, że pierwszą klasę liceum spędziłam na mat-fiz-infie z marzeniem aby zostać geodetą, ewentualnie studiować budownictwo. Nadal jak o tym myślę, uśmiecham się pod nosem. Pewnie gdyby nie rozszerzona informatyka, z którą, najzwyczajniej w świecie nie dawałam sobie rady, dziś byłabym szczęśliwą studentką jakiegoś kierunku na polibudzie i swojego studygrama w ogóle bym nie posiadała.
Jednak sprawy potoczyły się inaczej i pod koniec pierwszej lo zdecydowałam, że zmienie trochę życiowe plany. Postanowiłam zostać lekarzem. Pierwszym krokiem jaki wykonałam w tym kierunku była zmiana klasy, w tym przypadku na profil biologiczno-chemiczny z rozszerzoną matematyką (dumnie nazywał się profilem przyrodniczym). I mogę szczerze powiedzieć, że w liceum nie zrobiłam zbyt dużych kolejnych kroków, ażeby stać się studentem medycyny.
Schody zaczęły się od samego początku. Z racji tego, że w mojej szkole rozszerzenia zaczynają się od pierwszej klasy byłam na dzień dobry do tyłu z molami i tak naprawdę całą stechiometrią, budową atomu, przemianami jądrowymi... Co z tym zrobiłam? Prawie nic... Do matury umiałam przemiany jądrowe, które wywalili z programu. Olewałam, tłumacząc, że nie mam czasu, że straciłam rok i tak dalej... W rzeczywistości było tak, że więcej czasu spędzałam z chłopakiem... A że jemu nauka nie była jakoś bardzo po drodze więc i mi też nie :)... Z biologią stałam lepiej, chociaż do maja tylko raz przeczytałam roślinki. Trochę uczyłam się na sprawdzian ale to było takie... nic. Zaczęłam chodzić na kurs maturalny z biologii ale nie dałam rady bo musiałam uczyć się do szkoły materiału na bieżąco, na powtórki na fakultety innej partii materiału, a jeszcze innej na kurs. Zrezygnowałam. Po pewnym czasie dołączyłam na kurs z chemii. Dotrwałam do końca. Dzięki niemu wyciągnęłam swój wynik na niewiele ponad 50% w maju. Podkreślmy, że nie rozwiązałam ani jednego zadania obliczeniowego.
Nie będę ukrywać, że poddałam się już długo, długo przed maturą. Uznałam, że "za rok, będę wiedziała wszystko" a jestem osoba, która nie lubi robić czegokolwiek "na odwal się". No ale coś przez ten rok musiałam robić. Zawsze po głowie chodziła mi fizjoterapia. Szczególnie ta sportowa. Uznałam więc, że może będzie to dobry pomysł. Jednak wielu moich znajomych uznało, że to nie zawód dla dziewczyny i bez sensu bo później sobie nie poradzę, tylko dlatego, że nie jestem facetem. Na początku ich posłuchałam i zaczęłam bardzo intensywnie myśleć o dietetyce... Złożyłam więc papiery na UMP na fizjoterapię i na dietetykę. I czekałam....
Dzień wyników matur nie był dla mnie jakiś szczególny. Wiedziałam, że zawaliłam i modliłam się tylko o to, żeby progi na fizjo nie podskoczyły. Jednak gdy wróciłam z zaświadczeniem o wynikach do domu już nie było tak fajnie... Moja mama była naprawdę rozczarowana. Wiele się nasłuchałam nie tylko od niej ale i od całej mojej rodziny...
Na fizjoterapie dostałam się z pierwszej listy, gdzieś w połowie stawki. Uświadomiłam sobie, że na tak napisaną maturę i takie olewanie w liceum jest to sukces. Niestety, odebrałam to w ten sposób tylko ja. Wielu ludzi z mojego najbliższego otoczenia uznało to za porażkę i słyszałam tylko "Iga, easy, za rok poprawisz i pójdziesz na lek"... Ale... Czy tylko to się liczy? Czemu nikt mi nie powiedział "spokojnie, fizjoterapia to naprawdę fajny kierunek!". Może dlatego, że mówiłam otwarcie, że chce zostać lekarzem? W początkowym okresie poważnie wstydziłam się tego, że studiuje coś innego niż medycynę. Naprawdę. Pisząc to teraz pale się ze wstydu bo tak myślałam, ale spędzając 3 lata w mega ambitnym towarzystwie, w którym uznawano jedynie studentów medycyny i stomy, sama takim przeświadczeniem przesiąknęłam. Nawet teraz, kiedy mam coraz więcej wątpliwości, czy zmieniać kierunek, czuje jakby ludzie wmawiali mi, że tak, że chce go zmienić, że chce studiować medycynę. A co jeśli nie? Czy medycyna jest jedynym słusznym kierunkiem? Im bliżej matury tym bardziej się gubię w moich marzeniach i planach. Stosunek ludzi sprawia, że czuje jakbym nie mogła popełnić błędu... Nie poprawię w tym roku chemii. Mam nadzieję, że uda mi się biologię, bo czuje się lepiej przygotowana... Z jednej strony moja rodzina chciałaby żebym została lekarzem, ale z drugiej strony słyszę, że za dwa lata to za późno na medycynę, bo kto będzie mnie tak długo utrzymywał? A kiedy zacznę pracować? A kiedy zacznę zarabiać na tyle żeby dać sobie rade sama? Do tego wszystkiego pytanie "a kiedy będziesz miała chłopaka?" i scenariusz idealny na popołudniowe posiedzenia z rodziną. Szkoda tylko, że nikt nie zdaje sobie sprawy, że bombardowanie takimi pytaniami jest wstrętne...
Na koniec trochę o fizjoterapii. Zawsze wiedziałam, ze to plan B. Poszłam na studia bo na gap year nie było szans. Nawet nie chciałam, miałam z tyłu głowy myśli, że jeśli nie poprawię matury to stracę rok... Poza tym, moja mama w życiu by na to nie poszła. Nie zrozumcie mnie źle, to najlepsza mama na świecie i jest jednocześnie moją najlepszą przyjaciółką, ale martwienie się o mnie często - zupełnie nieświadomie- przybiera formę trochę ataku. Poszłam więc na studia i.... Jestem szczerze zachwycona. Wiele osób pyta mnie, jak mi się podoba na fizjo w Poznaniu i dlaczego. I wiecie do odpowiadam? Że jest świetnie. Przede wszystkim dlatego, bo spotkałam naprawdę cudownych ludzi. Ludzi dorosłych, dojrzałych, każdego z innym planem na życie. Są ludzie, którzy poprawiają maturkę (Zuzia, Misia przede wszystkim za Was dwie trzymam kciuki ogromnie mocno! Jesteście mega wspaniałe i wiem, że się Wam uda zdolniachy!), są ludzie którym nie wyszło, ale (jak na ten czas) o poprawie nie myślą, a są też tacy, którzy o studiowaniu fizjoterapii marzyli. I widzę, że każda z tych osób się odnajduje. Mamy już swoich przyjaciół, mamy już jakąś wiedzę, mamy też często plany z tym kierunkiem związane. Czy żałuje, ze poszłam na studia? Zdecydowanie nie. Mimo tego, że czasami chciałam to rzucić i skupić się na maturze, uświadamiałam sobie, że mi się to podoba. Wiadomo, niektóre przedmioty mniej, niektóre bardziej... Ale przeszłam zmianę na studiach i to zmianę na lepsze. Dla mnie ten rok akademicki był cudownym rokiem. Rokiem imprez, rokiem nowych doświadczeń związanych z fizjoterapią (punkty spustowe rlz), rokiem płaczu nad fizjologią, rokiem zmiennego stosunku do anatomii, rokiem zmian w życiu prywatnym ale przede wszystkim był rokiem, który nauczył pokory. Był to czas, który pokazał, że student każdego kierunku jest sobie równy. Szkoda tylko, że nie każdy jeszcze to rozumie...
Chciałam tu jeszcze dodać, że medycyna wciąż zostaje moim ogromnym marzeniem, marzeniem do spełnienia już niedługo. Post nie miał na celu tego, żeby pokazać ludziom, że lekarski nie jest super kierunkiem, bo jest, ale miał na celu zwrócenie uwagi, że NIE KAŻDY, chce zostać lekarzem (ale to chyba dobrze, prawda?) i studiowanie innego kierunku nie sprawia, że jesteś gorszy. A chciałam to podkreślić, nie dlatego, że wrzucam wszystkich do jednego worka (bo mam wielu wspaniałych znajomych na lekarskim, z którymi uwielbiam spędzać czas. Zresztą Wy - studygramowa rodzinka - wiece o tym najlepiej bo wśród nas wiele wspaniałych, jakże różnych, ale naprawdę cudownych medstudentów), tylko powodem jest to, iż spotkałam się już z niemiłymi sytuacjami ze strony niektórych studentów leku i zdaje sobie sprawę, że nie tylko ja...
Stąd moja rada kochani maturzyści, jeśli nie jesteście pewni, tego czy gap year jest dobrym pomysłem, idźcie na studia! Na coś powiązanego z waszym kierunkiem (koniecznie odwiedźcie profil https://www.instagram.com/biotechnologystudent/ - instagram @biotechnologystudent) może okaże się, że spodoba się to Wam tak bardzo, że nie będziecie chcieli już poprawiać matury. Ze studiów w każdym momencie można zrezygnować (nie mówiąc już o zniżkach studenckich i innych profitów związanym z samym posiadaniem legitymacji), ale to, jakich ludzi tam poznacie i jakich nabierzecie doświadczeń, już nikt Wam nigdy nie odbierze ;)
Eh... A mogłam zostać geodetą... ;)
Dajcie znać o swoich doświadczeniach!
Całuje i trzymam kciuki za resztę matur!
@studymotivationpl
Komentarze
Prześlij komentarz